- Nie strasz mnie tak...- burknąłem - jakbym chciał mieć okazję, żeby się z tobą spotkać...
Kobieta obejrzała się na mnie i uśmiechnęła w podejrzany sposób.
-Jak już idziemy tym tematem... nie chciałbyś może mieć skrzydeł?
Wzdrygnąłem się po raz enty.
- Pudełkowi ludzie nie latali, nie latają i nie będą latać. Stężenie pary wodnej w powietrzu wysoko nad ziemią jest dla nas zabójcze.
-I tu masz rację, ale spójrz na mnie! Mam kocie uszy, chociaż nawet nic przez nie nie słyszę! Chodzi tu o samą świadomość posiadania czegoś, o czym się zawsze marzyło. No chyba, że nie marzysz o skrzydełkach...
- Nie, nie marzę. Pragnę tylko przeżywać przygody i żyć.
-Przygody mówisz... - nagle Cynthia się zatrzymała - A co jeśli mogę cię zabrać na małą "przygodę"? Ah! Oczywiście zapewniam cię, że przeżyjesz! Wiesz, chodzi mi tylko zobaczenie czegoś, czego się nie znało.... Nic więcej!
Podejrzane...
- Dobra. Ale jak mi się cos stanie to... - zamilkłem, bo nie wie co by mogło jej zagrozić...
-Zaufaj mi! Już moja w tym głowa żebyś był cały - wskazała w kierunku ścieżki - potraktuj to może nie tyle jako przygodę, co zaproszenie na herbatę... no chyba, że nie pijesz...
- Pije - poprawiłem muszkę - co robi wąż w twojej kieszeni?
-Póki co, to jedyny obiekt, który nie umarł bądź nie jest umierający - trójgłowy gad wypełznął na jej dłoń - No i jakoś tak postanowiłam go nie spuszczać z oczu.
Przyjrzałem się stworzeniu. Nie, żebym sądził coś złego o niej po jej słowach i wspominaniu o 'nieżywych obiektach', ale jakoś specjalnie jej nie ufam...
- Ma jakieś imię? - może w ten sposób wyciągnę z niej trochę informacji...
-Jeszcze nie. ALE! Wciąż nad tym pracuję - zaczęła bawić się wężem przekładając go z ręki do ręki.
- Polycephalus by do niego pasowało... - powstrzymałem się od chęci pogłaskania dziwnego stwora.
-Rozważę tą opcję - wrzuciła gada spowrotem do kieszeni.
piątek, 18 marca 2016
piątek, 18 marca 2016
Cynthia
Gdzie szukać potencjalnych obiektów eksperymentalnych? Tam gdzie nie ma tłumów. Gdzie nie ma tłumów? W mrocznych lasach! Ruszyłam w kierunku najbliższego lasu, który znajdował się ledwie kilka kroków od mojego laboratorium. Niestety przez aktualnie panującą pogodę mroczny las nie miał w sobie za dużo mroku. No cóż.
Dziarskim krokiem przedzierałam się przez zarośla, sprawdzając od czasu do czasu czy mój trójgłowy wężyk (nawiasem mówiąc - powinnam mu chyba wymyślić jakieś imię) dalej jest w mojej kieszeni. Nagle usłyszałam jakiś szmer, który stopniowo przemieniał się w czyjeś wołanie. Z każdym krokiem było co raz wyraźniejsze. Dopiero po kilku minutach bezmyślnego wgapiania się w krzaki zorientowałam się, że ktoś woła o pomoc.
-Hej! Jest tu kto? - wypowiedziałam te słowa, zdając sobie sprawę z ich bezsensowności. Przecież dobrze wiedziałam, że KTOŚ tu jest.
-JA! PAN BLAM! POMOCY! KTOKOLWIEEEK! - gdy wychyliłam się zza krzaków zobaczyłam bardzo dziwne kanciaste stworzenie. Podeszłam powoli i nachyliłam się nad potrzebującym.
-Pan Blam...? Czekaj no... Ty jesteś pudełkiem? - podniosłam go z lekkim zaciekawieniem.
- Postaw mnie na ziemi! - zapiszczał donośnie - I jakim cudem nie słyszałaś o Pudełkowych Ludziach!? Odwiecznych mieszkańcach tej cudnej krainy!?
-Cóż... - postawiłam go na ziemi - Możliwe, że to przez ciągłe siedzenie w odosobnionym miejscu? - nie spuszczałam z niego wzroku, próbując powstrzymać falę pomysłów na to, jak mogłabym go "ulepszyć".
- Kim ty właściwie jesteś? - podniósł z ziemi rozkosznie mały cylinder i otrzepał z liści - I co tu robisz?
-Cynthia Butler. Nielegalne eksperymenty i takie tam. Właśnie poszukuję odpowiedniego obiektu eksperymentalnego - poprawiłam okulary, głaszcząc wychylającego się z kieszeni trójgłowego węża.
Wzdrygnął się.
-Mnie?
Uśmiechnęłam się krzywo.
-Tego jeszcze nie wiem, ale miło by było, gdybyś zechciał mi towarzyszyć w dalszej wycieczce.
- Byłoby miło, gdybyś nie miała w planach rozkrojenia mnie - burknął i podreptał za mną.
-Spokojnie! Nie posuwam się do tak drastycznych czynów wobec nowo poznanych osób! - po chwili namysłu dodałam - przynajmniej nie od razu!
Dziarskim krokiem przedzierałam się przez zarośla, sprawdzając od czasu do czasu czy mój trójgłowy wężyk (nawiasem mówiąc - powinnam mu chyba wymyślić jakieś imię) dalej jest w mojej kieszeni. Nagle usłyszałam jakiś szmer, który stopniowo przemieniał się w czyjeś wołanie. Z każdym krokiem było co raz wyraźniejsze. Dopiero po kilku minutach bezmyślnego wgapiania się w krzaki zorientowałam się, że ktoś woła o pomoc.
-Hej! Jest tu kto? - wypowiedziałam te słowa, zdając sobie sprawę z ich bezsensowności. Przecież dobrze wiedziałam, że KTOŚ tu jest.
-JA! PAN BLAM! POMOCY! KTOKOLWIEEEK! - gdy wychyliłam się zza krzaków zobaczyłam bardzo dziwne kanciaste stworzenie. Podeszłam powoli i nachyliłam się nad potrzebującym.
-Pan Blam...? Czekaj no... Ty jesteś pudełkiem? - podniosłam go z lekkim zaciekawieniem.
- Postaw mnie na ziemi! - zapiszczał donośnie - I jakim cudem nie słyszałaś o Pudełkowych Ludziach!? Odwiecznych mieszkańcach tej cudnej krainy!?
-Cóż... - postawiłam go na ziemi - Możliwe, że to przez ciągłe siedzenie w odosobnionym miejscu? - nie spuszczałam z niego wzroku, próbując powstrzymać falę pomysłów na to, jak mogłabym go "ulepszyć".
- Kim ty właściwie jesteś? - podniósł z ziemi rozkosznie mały cylinder i otrzepał z liści - I co tu robisz?
-Cynthia Butler. Nielegalne eksperymenty i takie tam. Właśnie poszukuję odpowiedniego obiektu eksperymentalnego - poprawiłam okulary, głaszcząc wychylającego się z kieszeni trójgłowego węża.
Wzdrygnął się.
-Mnie?
Uśmiechnęłam się krzywo.
-Tego jeszcze nie wiem, ale miło by było, gdybyś zechciał mi towarzyszyć w dalszej wycieczce.
- Byłoby miło, gdybyś nie miała w planach rozkrojenia mnie - burknął i podreptał za mną.
-Spokojnie! Nie posuwam się do tak drastycznych czynów wobec nowo poznanych osób! - po chwili namysłu dodałam - przynajmniej nie od razu!
czwartek, 17 marca 2016
Pan Blam Który Na Serio Nie Wie Co Robi.
Odstawiłem filiżankę z herbatą z głośnym stuknięciem i wyłączyłem telewizor, szokując tym poczynaniem mojego wróbla. Tak, mam wróbla. Pudełkowi ludzie są z natury mali, więc jest on wielkości... A może to ten wróbel jest nienaturalnych rozmiarów? E...nieważne... °---°"
Służy mi on za zwierzątko do towarzystwa... Płochliwe ale kochane!
- Ronald, wybieramy się dzisiaj na Wielką Wyprawę - powiedziałem te słowa tak dumnie, że aż musiałem je zapisać Wielkimi Literami - Muszę się spakować, bo nie wiem, kiedy wrócę.
Ptak pokiwał głową. Od lat się rozumiemy.
- Jak będziesz tęsknił, to po prostu lec mnie szukać - pogłaskałem go po brązowym łepku - Naprawdę nic mi nie będzie, nie mazaj się no...
Wyjąłem z szafki mój stary plecak (nie taki stary, halohalo! Ma dopiero pięć lat!) i rozpocząłem Wielkie Pakowanie. (Tak. To też trzeba napisać z Wielkich Liter.) Włożyłem wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, łyknąłem do końca herbatę, powyłączałem dojście wody i gazu, ostatni raz uspokoiłem roztrzęsionego przyjaciela, poprawiłem kapelusz i radnym krokiem wyruszyłem w Nieznane.
Wędrówka przez gigantyczny las była dla mnie straszna. Tyle dzikich zwierząt! Nawet mnie pogonią borsuk! Nie wiecie, jak się balem!
Nagle nastąpiłem na jakiś śliski kawałek kory czy czegoś i po parunastu bolesnych odbiciach się w dół zbocza wylądowałem na głowie. Kiwałem się w prawo, lewo, do przodu, do tyłu... Ale nic ;-; jestem zgubiony!
- POMOOOCYYY- wrzasnąłem jak najgłośniej, ale mój słaby głos szybko zniekształciło echo w dolinie, w jakiś bezsensowny bełkot.
Służy mi on za zwierzątko do towarzystwa... Płochliwe ale kochane!
- Ronald, wybieramy się dzisiaj na Wielką Wyprawę - powiedziałem te słowa tak dumnie, że aż musiałem je zapisać Wielkimi Literami - Muszę się spakować, bo nie wiem, kiedy wrócę.
Ptak pokiwał głową. Od lat się rozumiemy.
- Jak będziesz tęsknił, to po prostu lec mnie szukać - pogłaskałem go po brązowym łepku - Naprawdę nic mi nie będzie, nie mazaj się no...
Wyjąłem z szafki mój stary plecak (nie taki stary, halohalo! Ma dopiero pięć lat!) i rozpocząłem Wielkie Pakowanie. (Tak. To też trzeba napisać z Wielkich Liter.) Włożyłem wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, łyknąłem do końca herbatę, powyłączałem dojście wody i gazu, ostatni raz uspokoiłem roztrzęsionego przyjaciela, poprawiłem kapelusz i radnym krokiem wyruszyłem w Nieznane.
Wędrówka przez gigantyczny las była dla mnie straszna. Tyle dzikich zwierząt! Nawet mnie pogonią borsuk! Nie wiecie, jak się balem!
Nagle nastąpiłem na jakiś śliski kawałek kory czy czegoś i po parunastu bolesnych odbiciach się w dół zbocza wylądowałem na głowie. Kiwałem się w prawo, lewo, do przodu, do tyłu... Ale nic ;-; jestem zgubiony!
- POMOOOCYYY- wrzasnąłem jak najgłośniej, ale mój słaby głos szybko zniekształciło echo w dolinie, w jakiś bezsensowny bełkot.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)