Westchnęłam, przechadzając się po okolicy. Byłam nieco znudzona. Nuciłam coś cicho. Nagle moje stopy odziane w kabaretki dotknęły czegoś mokrego i zimnego.
- Uch?
Pochyliłam się i zerknęłam na swoje nogi. Omyłkowo weszłam do strumyka. Wzruszyłam ramionami i dotknęłam wody. Zanurzyłam w niej rękę i wyjęłam jakiś gładki kamień. Przejechałam po nim palcami i uśmiechnęłam się.
- Nazwę Cię Ziemniaczek.
Uradowana podreptałam z powrotem do domku. Trafiłam tu całkiem niedawno, więc czułam się dość niepewnie, ale umiałam trafić do domu. Zabierałam też do niego różnych nowo poznanych przyjaciół - Ziemniaczka, Kaszalota, Chochlika czy Skwerka. Miałam całkiem ładną kolekcję rzeczy znalezionych, które dla innych zdawały się śmieciami. Dla mnie byli to jednak przyjaciele... tylko, że nie umieli mówić. No cóż. Nie można wymagać zbyt wiele!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz