Otwarłem drzwi i mnie tak jakby zamurowało. Dziewczynka w samej bieliźnie siedziała na starym materacu i bawiła się kamykiem.
- Przepraszam... To ja może... - niestety przyjrzałem się bliżej jej twarzy i uszkom (>\\^\\<!) i poczułem ogólną bezsilność.
Zaznajamiałam się właśnie z Ziemniaczkiem, kiedy drzwi do mojej tajemnej twierdzy się otworzyły.
- P...pyon? - Odwróciłam się w ich stronę.
W zniszczonych nieco drzwiach jakiś mężczyzna, wyglądał na dość silnego. Zauważyłam, że z jego kieszeni coś wystaje. Odłożyłam Ziemniaczka na miejsce.
- Um... - poruszyłam lekko uszkami, patrząc na jegomościa. - Nazwę Cię... Sebastian?
Ukłoniłem się lekko. Dlaczego muszę mieć słabość do takich dziewczątek?
- D-dobrze, madmoiselle... - zająknąłem się lekko - Jak sobie życzysz.
To jej niewinne spojrzenie, te rozkoszne oczka wpatrujące się we mnie... Jak strzyże tymi uszkami... Rozpływam się...
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Poklepałam miejsce obok siebie na łóżku, sugerując, żeby podszedł i usiadł obok mnie.
- Zamieszkasz z nami? - Zapytałam wesoło, jednak dość cicho. - To moi pozostali przyjaciele. Kaszalot, Skwerek, Chochlik i Ziemniaczek,
którego poznałam dzisiaj. Tak jak Ciebie~!
Pokazałam mu kolejno guziczek, kawałek wstążki, patyk i kamyk. Były to moje cenne skarby - moi ważni przyjaciele.
Niepewnie siadłem na łóżko obok małego cuda.
- Oczywiście, że z wami zamieszkam - głos mi się łamał...wymyśleni przyjaciele? Dlaczego ona jest taka rozczulająca? - miło mi poznać, jestem Quindecim.
- Ku... kułin... de co? Moment, królowa?! - Spojrzałam na niego zaskoczona. Patrzyłam tak przez chwilę, po czym nagle przytuliłam go bez uprzedzenia, chichocząc cicho.
Lekko zdziwiony odwzajemniłem uścisk. I ujrzałem...mały, puszysty, króliczy okrąglusi ogonek! ;A; Siłą woli powstrzymałem się od macania go. Jest taki puchaty...
- Q-U-I-N-D-E-C-I-M — przeliterowałem jej - żadne Queen...nieważne, mów mi jak chcesz.
- Quin...de...cim? Brzmi zagranicznie! - Uśmiechnęłam się lekko, znowu strzyżąc uszami. - A, właśnie...
Spojrzałam na swój strój.
- Chyba powinnam założyć coś bardziej strojnego na powitanie przyjaciela...
Podeszłam do podniszczonej i wyjęłam z niej bardzo dokładnie zrobiony kolejny model erotycznej bielizny przypominającej sukienkę, ten jednak miał dużo więcej falbanek i zdobień, oraz miejscami był różowy.
- Ta sukienka będzie okej...?
Chwyciłem się za nos i pochyliłem do przodu, próbując powstrzymać krwotok.
- J-jak najbardziej - jęknąłem cicho - wyjdę na dwór i poczekam aż się przebierzesz, dobrze?
Przekrzywiłam główkę, zerkając na niego zza sukienki.
- Um? Coś nie tak..? Nie chciałam Cię wyganiać...!
Zachłysnąłem się od tego wszystkiego. - Chciałaś się przebierać przy mnie!? Starszym od ciebie chłopaku, którego w ogóle nie znasz? - czułem, że mam
całą twarz czerwoną. Ona naprawdę się nie wstydzi!?
Zerk zerk. Zastrzygłam lekko uszami. Chyba nie do końca rozumiałam, o co mu chodzi...
- Ech..? Coś w tym złego?
Po chwili zachichotałam, podeszłam do niego, nadal w jednej ręce trzymając sukienkę. Pociągnęłam go za ubrania, żeby się do mnie nachylił.
Jakoś nie musiała mnie przyciągać, sam się nachyliłem.
- T-tak? - spojrzałem w te jej wielkie oczka, nie mogąc z nich wyczytać nic, niczym z zamkniętej książki.
Podniosłam dłoń i poklepałam go po głowie.
- Jesteś zabawny, wiesz?
Ponownie zachichotałam.
- A, właśnie! Jestem Ann-Marie.
Odetchnąłem z ulgą.
- Ładne imię. - wyprostowałem się - Jeśli nie chcesz abym wychodził, po prostu się obrócę tyłem, dobrze?
Pokiwałam główką, wymachując sukienką
- Ach, rozumiem! Chcesz niespodziankę! Okej~! Odwróć się.
Poczekałam, aż się odwróci i zaczęłam się przebierać.
- Tak jakby - powstrzymałem się od nagłego obrotu i cieprpliwie wyczekałem aż mnie popuka w łopatkę, na znak, że już skończyła.
- Tak jakby, co? W takim razie specjalnie będę się wolno przebierać...~
Postanowiłam robić to jak najwolniej. Hehe.
Nerwowo dreptałem w miejscu. Co ja robię? Odbija mi. Kompletnie....chociaż...może to jednak jest niebo?
Żeby go jeszcze bardziej utrzymać w napięciu, zaczęłam dreptać synchronicznie do niego, zamiast się ubierać. Czekałam, aż zauważy, że coś jest nie tak. Zakryłam usta dłonią, rumieniąc się, próbowałam powstrzymać chichot.
- Już skończyłaś? - dla bezpieczeństwa z zamkniętymi oczami odwróciłem się w jej stronę.
Szybko przekicałam za nim tak, żeby cały czas znajdować się za jego plecami. Na paluszkach. Ciiiii.
Wysunąłem dłonie do przodu.
- Ann-Marie? Halo? Mogę już patrzeć? - obracałem się próbując wyczuć gdzie stoi. Była to zabawa w ciuciubabkę w której nie miałem ochoty przed czasem otwierać oczu.
Szybko, cichutko ubrałam się do końca, dalej stąpając tuż za nim. Bawiłam się bardzo dobrze, uznałam, że zabawnie jest mieć w końcu normalnego przyjaciela.
- Trudno, otwieram oczy! - gwałtownie się odwróciłem i złapałem za ramiona zdziwioną Ann, słysząc szczęk metalu upadającego na podłogę. Moja broń.
- Też umiem zaskoczyć, co? - próbowałem nie zwracać uwagi na mordercze narzędzie leżącego na popękanej posadzce.
-U...uwaaah! - Wydałam z siebie dźwięk przypominający coś między piskiem a jękiem, ale zaraz zachichotałam. Wtem spojrzałam na
to, co upadło na ziemię.
- Co to, co to? - Wyrwałam się z uścisku Sebusia i schyliłam się po broń. - Mogę to zatrzymać?
Szybko wyrwałem jej moje cenne coś z rąk.
- To jedyna rzecz którą tu mam i jedyna którą chcę zatrzymać. - przytuliłem je do piersi - błagam...
Mam jej tak bezceremonialnie oddać narzędzie do zabijania!? Małej dziewczynce!? Nigdy.
- A...a! Przepraszam!! - Odskoczyłam szybko, w oczach pojawiły mi się łzy. - Przepraszam...
Schowałem broń z powrotem w bezpieczne miejsce i ją lekko uściskałem.
- Nie płacz, dobrze? - pogładziłem ją po uszatej głowie - nie chcę abyś przypadkowo zrobiła sobie albo komuś krzywdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz