Pobiegłem, po chwili wspiąłem się po bluszczu na pobliski budynek, wskoczyłem na dach, przeskoczyłem na kolejny ciut wyższy budynek, aż w końcu wylądowałem na słomianym dachu drewnianego tomu. Wślizgnąłem się do środka przez właz. Byłem już w małym pokoiku, który służył mi za sypialnię. Rozejrzałem się... po co właściwie tu przyszedłem? Ah racja. Pobiegłem do łazienki i wyjąłem z szafki środek odkażający, zdjąłem maskę... będę musiał ja naprawić, ale to potem. Przemyłem ranę, i przykleiłem sobie plaster... przypominający kształtem liść, i w sumie cały wyglądał jak liść. Odgarnąłem kłaki do tyłu i spojrzałem na odbicie w lustrze. Wyglądam jak dzieciak, nie jak drapieżnik. Przeciągnąłem się. Ughh... za duży dziś upał na latanie w kombinezonie. Wróciłem do sypialni i wziąłem pierwszą lepszą bluzę... jest gruba, ale lżejsza i wbrew pozorom nie jest aż taka ciepła. Założyłem zwykłe dżinsowe spodnie, białą koszulkę i na nią wcześniej wspomnianą bluzę. Wyszedłem dolnymi drzwiami, od razu na ulice. Schowałem ręce do kieszeni i ruszyłem do Ruko. Mam nadzieje, że jeszcze tam, ciekawe czy mnie rozpozna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz