Moje nowe odkrycie dało mi niezwykłej chęci do działania. Kopnęłam starą piłę łańcuchową plącząca się pod nogami i wsadzając małego wężyka z trzema głowami do kieszeni kitla, ruszyłam do drzwi. Już miałam łapać za pokrytą rdzą klamkę, kiedy kątem oka ujrzałam JEGO. Zrobiłam epicki obrót, który wywołał równie epickie falowanie kitla. Następnie znów jak najbardziej epicko poprawiłam okulary i z epicką pozą postanowiłam zmierzyć się z NIM - wypchanym, majestatycznym niedźwiedziem z rogami.
- Znów masz zamiar wytykać mi moje błędy? - powiedziałam głosem filmowego agenta (był oczywiście epicki ), po czym zaśmiałam się kpiąco.
-Sugerujesz, że zamiast szukania potencjalnych obiektów eksperymentalnych powinnam znaleźć sobie ŻYWYCH i NIE WYPCHANYCH znajomych? - kontynuowałam - Nie rozśmieszaj mnie! Że jak? Że niby jestem dziwna!? Wiesz co? Idę sobie! I wcale nie będę szukać jakichś zbędnych znajomych! Ha! - Po tej jakże zaciętej konwersacji z zamachem wyszłam z laboratorium. Naprawdę muszę pozbyć się tego cholernego niedźwiedzia...
sobota, 6 lutego 2016
Cynthia vs wypchany, majestatyczny niedźwieź
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz