Siedziałem na niskim murku, jak zwykle miałem na sobie czarny kombinezon i maskę. Prawie jej nie ściągam, nie lubię pokazywać swojej twarzy. Co jakiś w oddali widziałem błysk, ze świetlistej kuli wychodziła zdezorientowana istotka.
Tutejsi nazywają to odrodzeniem, nie wiadomo czemu, gdyż tak na prawdę są to narodziny. Ja narodziłem się jakieś pół roku temu, od razu jako 18 latek. Lubie patrzyć na te istotki. Pozwalają mi na chwile zapomnień o samotności, ludzie twierdzą że jestem zbyt nachalny, więc nikt nie chce ze mną rozmawiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz