czwartek, 4 lutego 2016

Ruko

Spacerowałam sobie najspokojniej w świecie po chodniku. Rzadko odwiedzał miasto, to nie moja bajka. Moją uwagę przykuła tajemnicza postać w skórkowym czarnym kombinezonie.
Zestrzelić? Po co? Po prostu bezpieczniej będzie podejść.
- Wygodnie ci tak? - zastukałam kopytem by  wytrącić nieznajomego z transu, z jakim wpatrywał się w świetlistą kulę.
Z zaskoczenia spadł na chodnik tuż pod moje kopyta.
- Wygodnie? Było...- mruknął podnosząc się z ziemi.
- Pardonnéz moi, nie zamierzałam cię wystraszyć - cofnęłam się odrobinę by mu dać więcej przestrzeni - Jestem Ruko. Miło poznać - wyciągnęłam w jego stronę dłoń z uśmiechem - przepraszam, naprawdę!
Podniósł się z ziemi, potrząsając moją dłonią a drugą trzymając się za kark.
- Krwawisz.. - dłonią otarłam mu rozcięty policzek, z którego skapywała krew.
Nerwowo postąpiłam tylnymi nogami. Dlaczego on nic nie mówi?
Przeklął pod nosem, zasłaniając ranę.
- Właściwie to Oliver jestem..
Zapadła niezręczna cisza. W książkach to się raczej nie spotyka blondynków w obcisłych kocich kostiumach co wstąpi lewą nogą a przystojnych i silnych rycerzy...
Machnęłam ogonem.
- Od jak dawna tu jesteś?
Miauknął.
-Hmm... właściwie to.. co tutaj robisz? Mało kto tędy chodzi.... mieszkasz w pobliskiej wiosce?
-Spacerowałam - odparłam spokojnie - a mieszkam w lesie - poprawiłam ramiączko od kołczanu ze strzałami.
- Oh... a byłaś kiedyś w wiosce? - zapytał lustrując mnie wzrokiem.
- Kiedyś... Pomagałam im w przewożeniu drewna.
- Kieeedyś?-uśmiechnął się.
- Co to za mina? - założyłam ręce - Poprosili o pomoc to pomogłam.
-No dobrze dobrze, chcesz się przejść? -spytał z nadzieją w głosie.
Obróciłam się do niego bokiem.
- Myślę, że ciebie to bardziej zainteresuje - postukałam kopytami - siodło już jest, wsiadaj!
Popatrzył na mnie lekko zdezorientowany. Zrobił wielkie oczy.
-Jesteś tego na pewno pewna?
- Na sto procent - zaśmiałam się - to tylko moje drugie plecy, żadne prywatne miejsca.
Wdrapał się na mnie i niepewnie przytulił.
Spojrzałam na niego przez ramię.
- Wygodna jesteś, wiesz? - uśmiechnął się niewinnie.
- Nikt mi jeszcze nie powiedział czegoś takiego - nerwowo zaczęłam kręcić loczka na końcu zwisającej grzywki - uhm...gdzie się udamy? Wodospady, Samotne Skały? Znam mnóstwo ciekawych miejsc.
- A... mógłbym skoczyć na chwilę do domu?
Przytaknęłam.
- To mną proszę pokieruj - obróciłam się - wiesz, wschód, zachód i tak dalej.
-ale ja się zbytnio nie orientuje... ale to nie daleko, może skoczę sam?
- Jeśli ci zależy... - usiadłam z cichym 'puff' i szczękiem mojej zbroi pełniącej tylko funkcje ozdobne - Ja tu poczekam.
Zszedł ze mnie i pobiegł w tylko jego znanym kierunku.
Ciekawe czy wróci, czy po prostu chamsko chcial nie spławić?
Nieważne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz